Świadectwo

Lech Kaczyński jak nikt dochował wierności wartościom Solidarności

Jarosław Kaczyński

Lech Kaczyński jak nikt dochował wierności wartościom Solidarności. Z dumą będziemy o nim mówić "człowiek Solidarności" – te słowa wypowiedziane w Bazylice Mariackiej podczas uroczystości pogrzebowych Pary Prezydenckiej 18 kwietnia 2010 r. przez ówczesnego przewodniczącego Związku Janusza Śniadka wyjątkowo trafnie, jak na tak zwięzłą formułę, oddają postawę życiową, ideowe oblicze oraz dzieło mego Śp. Brata.

Lech Kaczyński, co poświadcza Jego biografia, przez całe swoje dorosłe życie służył myślą i czynem sprawie wolności, godności, sprawiedliwości oraz niepodległości naszej Ojczyzny. Pragnął, by nowa, wyzwolona spod komunistycznego jarzma Polska była domem dla wszystkich Polaków.

Taka Polska mogła wyrosnąć jedynie na fundamencie państwa silnego, sprawnego, uczciwego, solidarnego, służącego obywatelom, gwarantującego tak w wymiarze życia codziennego, jak i na arenie międzynarodowej bezpieczeństwo, skutecznie realizującego na zewnątrz nasze interesy narodowe oraz polską rację stanu. Do osiągnięcia tego celu niezbędna była szeroko rozumiana tegoż państwa naprawa, w tym ukrócenie toczących jego organizm patologii z wszechobecną korupcją na czele oraz doprowadzenie do tego, by państwo przestało być słabe wobec silnych, a silne wobec słabych. Chciał, co znalazło wyraz w haśle Polska jest jedna, zlikwidować podział na Polskę A i Polskę B, doprowadzić do tego, by ze wzrostu gospodarczego mogli korzystać wszyscy Polacy, a nie tylko wąskie grupy uprzywilejowanych, by obywatele bez względu na miejsce zamieszkania mieli w miarę równe szanse życiowego startu.

Prezydent RP na tle godła · materiał Instytutu

Lech Kaczyński był państwowcem z krwi i kości. Państwo postrzegał jako dobro wspólne, jako wartość dla narodu najwyższą. Dlatego troska o Polskę oznaczała dla niego troskę o państwo polskie, o spójność społeczną oraz o inne czynniki stanowiące o jego sile. Stale powtarzał, że nie może być zgody na bylejakość i tymczasowość, bo nic – w tym nasza suwerenność i wolność – nie jest dane raz na zawsze. Podkreślał, że nikt nas z odpowiedzialności za Polskę nie wyręczy, że to od nas samych, od naszej postawy, od naszego patriotyzmu dnia codziennego zależy, jaką Rzeczpospolitą przekażemy naszym dzieciom i wnukom. Działalność polityczną oraz pracę w aparacie państwowym, które postrzegał jako misję, uważał za służbę na rzecz dobra ogółu. Polityka była więc dla Niego przede wszystkim sferą wartości.

Mój Śp. Brat posiadał zatem cechę właściwą mężom stanu: patrzył w przyszłość i myślał perspektywicznie. Potrafił też zweryfikować świat swoich idei i własnej praktyki, zracjonalizować zastany styl myślenia, by mądrze dostosować się do nowych warunków. Rozumiał więc potrzebę modernizacji i zmiany, ale sukcesu ich wprowadzania upatrywał – jak na człowieka centroprawicy przystało – w umiejętnym połączeniu ich z dobrą tradycją.

Jako pierwszy Wiceprzewodniczący „Solidarności”, na co dzień kierujący nią w częstych i długich momentach nieobecności Lecha Wałęsy, podjął wyzwanie przekształcenia tego pierwszego lub drugiego co do wielkości w dziejach świata ruchu społecznego w reprezentujący w realiach gospodarki rynkowej ludzi pracy najemnej związek zawodowy. Taka reorientacja była wówczas niezbędna, ale nie oznaczała ona abdykacji z ideowego dziedzictwa „Solidarności”. To, że jest dziś tak osłabiony choć ciągle znaczący, było wynikiem neoliberalnego oblicza transformacji oraz jej patologicznych wynaturzeń. Mój Śp. Brat był zarówno zdecydowanym przeciwnikiem neoliberalnego kierunku i patologii jak i czynnym ich krytykiem.

Zdolność twórczego przystosowywania „starego” do „nowego” Lech Kaczyński zademonstrował także na początku lat dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia będąc rzecznikiem jak najszybszego przystąpienia Polski do NATO i Unii Europejskiej, a więc jednoznacznego obrania opcji prozachodniej, co w owym czasie spotykało się z oskarżeniami o radykalizm i nieodpowiedzialność. Z kolei jako prezes NIK położył podwaliny pod nowoczesną kontrolę państwową, co – trzeba dodać – diametralnie zmieniło obraz Izby w oczach opinii publicznej. Wysokie społeczne uznanie mój Śp. Brat zyskał także jako Minister Sprawiedliwości oraz Prezydent Warszawy w dużej mierze dzięki podjęciu energicznej walki z przestępczością oraz zdecydowanym działaniom antykorupcyjnym.

Osobnego podkreślenia wymaga utworzenie po dekadach niechęci i decyzyjnej niemocy Muzeum Powstania Warszawskiego, co było swoistą zapowiedzią późniejszej polityki przywracania pamięci, polityki odznaczeniowej i polityki historycznej, służących odrodzeniu poczucia dumy narodowej oraz przywracaniu ładu moralnego w sferze publicznej.

Do kampanii prezydenckiej 2005 r. Lech Kaczyński przystąpił pod hasłem budowy Polski solidarnej, Polski, w której – przytaczając słowa z Jego orędzia wygłoszonego podczas uroczystości zaprzysiężenia przed Zgromadzeniem Narodowym – będzie więcej sprawiedliwości, więcej solidarności i więcej uczciwości. Mój Śp. Brat był zatem prezydentem nadziei dla milionów Polaków, którzy oczekiwali wielkiej pozytywnej zmiany w życiu publicznym oraz społecznym. Jego trwająca niecałe cztery i pół roku, tak dramatycznie i rozdzierająco boleśnie ucięta Zamachem Smoleńskim prezydentura była zbyt krótka by spełnić wszystkie związane z nią nadzieje i plany, ale rozpoczęła nowy etap w dziejach III RP, etap w którym partia założona przez Niego rządziła łącznie przez 10 lat i zrealizowała wiele z celów które sobie stawiał.

Niektóre z tych planów i pragnień ziściły się, inne nie, szczególnie te dotyczące polityki zagranicznej były dopiero we wstępnym okresie realizacji, które przerwała Jego tragiczna śmierć. Niewykluczone, że zginął właśnie dlatego, że podjął próbę ograniczenia wpływów i możliwości Rosji zdając sobie sprawę z jej agresywnych planów. Mówił o tym w czasie swego pobyty w Tbilisi w momencie, w którym wojska rosyjskie docierały już do przedmieść miasta, mówił w wielu innych momentach, ale Jego oczywiste zdawałoby się twierdzenia były przez ówczesny mainstream Polski, Zachodnioeuropejski, a także Amerykański (rządy Obamy) odrzucane.

Trzeba przy tym pamiętać, że Jego wielki projekt budowy lepszej Polski był w swojej istocie antyestablishmentowy, gdyż godził w rozliczne polskie jak i już wyżej wspomniane zagraniczne grupowe interesy oraz podważał dominującą narrację ówczesnego mainstreamu. Z tych powodów uruchomiono wymierzony w głowę państwa przemysł pogardy. Lech Kaczyński stał się obiektem niewybrednej zmasowanej nagonki medialnej, która nasiliła się po wyborach parlamentarnych w październiku 2007 r. Powstanie rządu koalicji PO-PSL zmniejszyło możliwości kształtowania biegu polskich spraw przez mego Śp. Brata, zwłaszcza że nowy rząd nastawiony był na nieustającą konfrontację z ośrodkiem prezydenckim.

Lech Kaczyński pragnął, by Rzeczpospolita stała się państwem na miarę swojego potencjału i możliwości. By jej status i pozycja międzynarodowa były adekwatne do słusznych ambicji i aspiracji Polaków. Wiedział, że aby to osiągnąć, trzeba mieć własne zdanie, stawiać własne cele, wyrażać nasz interes narodowy i polską rację stanu, czyli prowadzić politykę samodzielną, nie podporządkowaną woli najsilniejszych graczy. Osiągnął to, że nie tylko liczono się z Polską, ale także i na nią liczono. Był niepodważalnym liderem państw naszej części Europy i jako taki forsował także koncepcje ponadregionalne, jak w przypadku polityki energetycznej, zakładającej współdziałanie nie tylko z państwami kaukaskimi, ale także z Azją Środkową. Ta Jego aktywność śmiało przekraczała nieformalne granice, które chciałyby wytyczyć krajom Europy środkowo-wschodniej państwa „starej Unii”. Ta ostatnia była dla mego Śp. Brata „Europą ojczyzn”, związkiem suwerennych państw narodowych, którego wszyscy członkowie są równi nie tylko w teorii, ale także w praktyce, oraz których na poważnie wiąże zasada solidarności. Dał jej wyraz czynem inicjując bezprecedensową i odważną wyprawę przywódców 5 państw do zaatakowanej przez Rosję Gruzji. Jego przemówienie na wiecu w Tbilisi przeszło do historii i stanowi piękny wzór uprawiana polityki według wartości.

Aby dopełnić powyższy wizerunek mego Śp. Brata muszę dodać jeszcze jedną, ale należącą do innego porządku rzeczy; Lech Kaczyński był człowiekiem bardzo dobrym, uczynnym, gotowym pomagać innym, znajomym i nieznajomym i bardzo często zupełnie bezinteresownie pomagał. Są ludzie, którzy zawdzięczają mu życie. Zaczął działalność najpierw w Biurze Interwencyjnym Komitetu Samoobrony Społecznej KOR, później w Wolnych Związkach Zawodowych. Od sierpnia 1980 r. ogromną większość swojego czasu poświęcał działalności związkowej najpierw legalnej, później nielegalnej. Mimo to, zdołał najpierw po wielu przeszkodach, które mu uczyniono ze względów poza merytorycznych, a być może też politycznych, obronić doktorat, najpierw kilkakrotnie odrzucany przez promotora, a później nagrodzony nagrodą przez Państwo i Prawo, a potem przygotować habilitację, którą uzyskał już w nowych czasach, choć była gotowa już dwa czy trzy lata wcześniej. W chwili powołania na Ministra Sprawiedliwości był o krok przed uzyskaniem tzw. profesury belwederskiej, przedtem był już profesorem Uniwersytetu Gdańskiego, a później profesorem stałym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Po roku 2000 (powołanie na ministra) zajął się już tylko działalnością państwową. Jego sukces jako Ministra Sprawiedliwości, otworzył drogę do utworzenia Prawa i Sprawiedliwości, którego był pierwszym Prezesem. Warto też przypomnieć, że także partia, która poprzedzała Prawo i Sprawiedliwość, czyli Porozumienie Centrum, także nie mogłaby powstać bez Niego, choć sam wbrew powszechnego przeświadczeniu nigdy nie był jej nawet zwykłym członkiem. Został też Posłem, Przewodniczącym Komisji Sejmowych, w 2002 r. wybrano go na Prezydenta Warszawy, a w 2005 na Prezydenta Polski. Jego działania, więc miały wielki wpływ na bieg wydarzeń w Polsce i to nie tylko za Jego życia, ale również po Jego śmierci, która jak wszystko wskazuje była wynikiem zamachu - kto go zorganizował, kto wiedział o jego zorganizowaniu, tego nie wiemy, wiemy natomiast kto skorzystał na Jego śmierci. Ta wiedza powinna doprowadzić nas do ustalenia konkretnych sprawców.

Instytut Lecha Kaczyńskiego

instytut@lechkaczynski.pl

ul. Srebrna 16, 00-810 Warszawa